Oddychanie jest niesamowicie ważnym elementem naszego treningu. Pomijając fakt, że dzięki niemu żyjemy, ma on duży wpływ na jakość ćwiczeń. Tlen jest nieodzownym składnikiem przy pozyskiwaniu energii z organizmu, która jest konieczna by trening miał jakąkolwiek wartość.
Wdech i wydech jest naturalną czynnością, nad którą zazwyczaj się nie zastanawiamy. Trening, jest takim momentem w którym powinniśmy zwrócić nieco uwagi w jaki sposób dostarczamy tlen do naszego organizmu. Oto kilka delikatnych wskazówek, jak jeszcze bardziej poprawić efektywność ćwiczeń poprzez właściwe oddychanie:
Bieganie-
- pozwól sobie na naturalny oddech, organizm sam dobierze sobie odpowiedni rytm i tempo. Gdy intensywność biegu jest niska staraj się wdech wykonywać nosem, a wydech ustami. W czasie większego wysiłku ciało samo się upomni o wdech poprzez usta i to jest naturalne. Pobieranie tlenu nosem jest szczególnie ważne zimą, gdyż zimne powietrze zdąży się nieco podgrzać zanim trafi do płuc, co ułatwi nam pozostanie w zdrowiu.
Trening siłowy-
- Gdy nasze mięśnie przechodzą w fazę bierną (opuszczamy ciężar) wykonujemy wdech nosem, w czasie fazy czynnej (podnosimy, wyciskamy, wypychamy itp.) wykonujemy wydech ustami. Starajcie się nie dopuścić do sytuacji w której wstrzymujecie oddech by wykonać ciężkie ćwiczenia, gdyż ograniczanie dostęp do tlenu co gwarantuje spadek mocy w dalszej fazie treningu. Powyższą zasadę oddychania stosuje się przy cięższych ćwiczeniach na duże partie mięśniowe. Przy intensywniejszym treningu o dużej ilości powtórzeń pozwól sobie na wdechy ustami. Nos nie mógłby nadążyć z odpowiednim dotlenieniem naszego ciała. Zetknąłem się kiedyś z wersją wykonywania klasycznych brzuszków, gdzie wdech wykonuje się przy skłonie, a wydech przy wyproście. Takie delikatne zamieszanie to nowe bodźce dla mózgu i mięśni współpracujących przy oddychaniu. Warto spróbować przy innych nie zbyt intensywnych ćwiczeniach siłowych.
Sztuki walki-
- tu polegamy na naturalnych odruchach w oddychaniu. Pamiętaj, że w czasie wyprowadzania ciosu, wykonuj wydech. Częstsze ciosy, to częstszy wydechy.
W przypadku, gdy stosujesz długie powtórzenia, pozwól sobie na kilka wdechów i wydechów. Nie dopusc do sytuacji, gdzie ćwiczenie jest w trakcie wykonania a ty jesteś czerwony z nabranym powietrzem w płucach jak balon.
Dla ludzi, u których sport wywołuje uśmiech na twarzy, a nowe wyzwania, są potrzebne jak tlen...
środa, 23 lipca 2014
piątek, 11 lipca 2014
Fitness- dlaczego warto...
Fitness jest moim zdaniem jedną z najlepszych form dbania o piękne i zdrowe ciało. Po pierwsze, przy odpowiedniej intensywności jest idealną formą treningu cardio. Pobudza nasz układ krwionośny, a tkanka tłuszczowa wręcz rwie się, by opuścić nasze ciało. Dobrze dobrane elementy całego układu sesji fitness sprawi, że siła również nie zostanie potraktowana po macoszemu. Miętnie ramion, nóg, pleców i wiele innych pracuje bez obaw, że staniecie się umięśnionymi kulturystkami. Harmonijny rozwój całego ciała gwarantowany. Dodatkowym atutem jest brak nudy i świetna muzyka towarzyszącą każdej sesji fitness. Każdy kolejny trening to nowy układ, inna muzyka, czyli nowe wyzwanie i porcja dobrej zabawy. Fitness samba, rumba, zumba, kizomba, to tylko garstka możliwości jakie daje fitness. W zależności od upodobań tanecznych, muzycznych, poziomu intensywności można sobie wybrać coś dla siebie. Najbardziej zachęcam do ciągłego testowania i zaskakiwania siebie nowymi doznaniami.
Przeświadczenie, że na fitness przychodzą tylko wysportowane kobiety przy których można wpaść w kompleksy to mit. Wiele z tych sportsmenek kiedyś też było nieco bardziej pulchnych, a na zajęcia przychodzą osoby o rożnym stopniu wtajemniczenia. Zdarzają się nawet mężczyźni. Przyjście na trening i postanowienie walki ze słabościami już na starcie budzi szacunek. Ci bardziej zaawansowani zawsze służą pomocą i życzliwością, nikt się nie wywyższa i w ogóle panuje przyjazna atmosfera.Warto podkreślić, że fitness przewiduje układy odpowiednie dla kobiet w ciąży i seniorów. Odpowiedni dobór ćwiczeń pozwala na bezpieczny trening z uwagą na indywidualne przeciwwskazania. Fajną opcją są treningi we współpracy konsoli z czujnikiem ruch. Trening z trenerem w ekranie tv, który na bieżąco koryguje twoje błędy jest kuszące dla tych lubiących swoje 4 kąty.
Ja, z racji, że jestem facetem zawsze preferowałem układy proste, z użyciem podwyższonego stepu i obciążników, by trening dawał wycisk. Uwielbiam piłkę fitball i możliwości jakie daje. Mięśnie brzucha, mięśnie przy kręgosłupie i w ogóle zdrowa sylwetka to cele użycia tej gumowej kuli.
Zapytacie się skąd Sportstajler wie cokolwiek o fitnessie? Trenowałem kiedyś fitness z myślą o trenerskiej przyszłości w tej dziedzinie. Poprowadziłem nawet kilka takich zajęć, lecz przyszłość potoczyła się inaczej. PS nie byłem jedynym facetem na treningach, choć oczywistym było, że byliśmy w miażdżącej mniejszości. Było wesoło i mega ciekawie. Niesamowita odmiana od tych typowo męskich dyscyplin.
Ja, z racji, że jestem facetem zawsze preferowałem układy proste, z użyciem podwyższonego stepu i obciążników, by trening dawał wycisk. Uwielbiam piłkę fitball i możliwości jakie daje. Mięśnie brzucha, mięśnie przy kręgosłupie i w ogóle zdrowa sylwetka to cele użycia tej gumowej kuli.
Zapytacie się skąd Sportstajler wie cokolwiek o fitnessie? Trenowałem kiedyś fitness z myślą o trenerskiej przyszłości w tej dziedzinie. Poprowadziłem nawet kilka takich zajęć, lecz przyszłość potoczyła się inaczej. PS nie byłem jedynym facetem na treningach, choć oczywistym było, że byliśmy w miażdżącej mniejszości. Było wesoło i mega ciekawie. Niesamowita odmiana od tych typowo męskich dyscyplin.
sobota, 28 czerwca 2014
Anatomia bólu
Ból jest tożsamy z cierpieniem, jest udręką, utrudnia funkcjonowanie, sieje zamęt w głowie. Ból jest moim przyjacielem. Tymi słowami chyba najtrafniej mogę opisać doznania towarzyszące temu odczuciu. Nie jest to masochistyczne wyznanie, choć dotyczy bólu fizycznego, które zdaniem wielu jest tym łatwiejszym do zniesienia. Jest nieprzyjemnym doświadczeniem czuciowym i emocjonalnym związanym z rzeczywistym, lub potencjalnym uszkodzeniem tkanek, jak brzmi definicja Międzynarodowej Organizacji Badania Bólu. Według psychologów przesadne zamiłowanie bólu jest powodowane strachem przed tymże bólem. Paradoks? Poniekąd, gdyż strach jest tak duży, że stopniowo sprawiasz sobie cierpienie, by je okiełznać. Z czasem podnosisz poprzeczkę, by coś sobie udowodnić. Takie błędne koło, które definiuje masochizm.
Taka mała dygresja z pogranicza psychologii, ku lepszemu zrozumieniu owego bodźca. Z góry dodam, że za takiego fana bólu się nie uważam, choć niektórzy mnie o to posądzają. Przyczyną takiego przekonania wśród moich znajomych, może być zwiększona podatność na rany i wszelkie uszkodzenia ciała (jestem fajtłapą?) oraz zamiłowanie do ostrego treningu. Ponadrywane, lub przeciążone mięśnie, przy próbach nowych i trudniejszych ćwiczeń. Pięści i łokcie bywają podziurawione od uderzeń w twarde powierzchnie, by kościec był mocniejszy. Ostatnimi czasy, nieco się w tych kwestiach ograniczyłem, bo docelowo mam być ze stali w przenośni, a nie dosłownie (operacyjne modyfikacje w układzie kostnym).
Dlaczego zatem, tak wiele osób twierdzi, że uwielbia ból potreningowy. Co mają w sobie takiego zakwasy? Po pierwsze, to że zakwasy pojawiają się, gdy trenujemy. Radość z pracy nad sobą przyćmiewa wszelkie niedogodności. Endorfiny w nas buzują. Dodatkowo ból daje wrażenie, że czujemy wszystkie mięśnie naszego ciała, które spowodowane treningiem są opuchnięte. Idąc z taką pompą, czujemy się więksi, a zwykle pasujący t shirt, zdaje się być za ciasny w bicepsie. Radocha nie z tej ziemi. Kolejnym powodem może być świadomość skuteczności naszych działań. Zakwasy są efektem zaskoczenia mięśni nowymi doznaniami, co w konsekwencji oznacza, że praca idzie w dobrym kierunku. Eliminujemy nasze słabsze strony. Fizyczny wysiłek jest też uznawany za dobrego terapeutę w sprawach natury psychicznej. Trening pozwala zapomnieć o problemach.
Czymże jest cały ten ból, gdy pokonujesz przeciwnika w walce.
Czymże jest cały ten ból, gdy masz większe możliwości od oponenta.
Czymże jest cały ten ból, gdy ktoś ci mówi, że wyglądasz atrakcyjnie.
Czymże jest cały ten ból, gdy charakter radzi sobie ze wszystkimi problemami.
Czymże jest cały ten ból, gdy stajesz się lepszy.
Taka mała dygresja z pogranicza psychologii, ku lepszemu zrozumieniu owego bodźca. Z góry dodam, że za takiego fana bólu się nie uważam, choć niektórzy mnie o to posądzają. Przyczyną takiego przekonania wśród moich znajomych, może być zwiększona podatność na rany i wszelkie uszkodzenia ciała (jestem fajtłapą?) oraz zamiłowanie do ostrego treningu. Ponadrywane, lub przeciążone mięśnie, przy próbach nowych i trudniejszych ćwiczeń. Pięści i łokcie bywają podziurawione od uderzeń w twarde powierzchnie, by kościec był mocniejszy. Ostatnimi czasy, nieco się w tych kwestiach ograniczyłem, bo docelowo mam być ze stali w przenośni, a nie dosłownie (operacyjne modyfikacje w układzie kostnym).
Dlaczego zatem, tak wiele osób twierdzi, że uwielbia ból potreningowy. Co mają w sobie takiego zakwasy? Po pierwsze, to że zakwasy pojawiają się, gdy trenujemy. Radość z pracy nad sobą przyćmiewa wszelkie niedogodności. Endorfiny w nas buzują. Dodatkowo ból daje wrażenie, że czujemy wszystkie mięśnie naszego ciała, które spowodowane treningiem są opuchnięte. Idąc z taką pompą, czujemy się więksi, a zwykle pasujący t shirt, zdaje się być za ciasny w bicepsie. Radocha nie z tej ziemi. Kolejnym powodem może być świadomość skuteczności naszych działań. Zakwasy są efektem zaskoczenia mięśni nowymi doznaniami, co w konsekwencji oznacza, że praca idzie w dobrym kierunku. Eliminujemy nasze słabsze strony. Fizyczny wysiłek jest też uznawany za dobrego terapeutę w sprawach natury psychicznej. Trening pozwala zapomnieć o problemach.
Czymże jest cały ten ból, gdy pokonujesz przeciwnika w walce.
Czymże jest cały ten ból, gdy masz większe możliwości od oponenta.
Czymże jest cały ten ból, gdy ktoś ci mówi, że wyglądasz atrakcyjnie.
Czymże jest cały ten ból, gdy charakter radzi sobie ze wszystkimi problemami.
Czymże jest cały ten ból, gdy stajesz się lepszy.
środa, 18 czerwca 2014
Kilka wersji prawdy, czyli sztuczny świat.
Ostatnia afera podsłuchowa skłoniła mnie do refleksji na temat ludzkiej egzystencji. Rozmowy poza blaskiem fleszy, okazały się brutalnie prawdziwe. Kulturalny i dyplomatyczny świat to tylko kreacja na potrzeby otoczenia. Kłamiemy, kombinujemy, niszczymy innych i siebie. Chcemy być lubiani i szanowani bez względu na to, że ta sympatia dotyka naszego fałszywego ja. Nie szanujemy naszego ciała na co dzień, lecz wymagamy by było piękne i zdrowe. Nie pracujemy nad pięknem zewnętrznym, a piękno wewnętrzne bywa jeszcze uboższe. Głos serca przegrywa z głosem rozsądku, a raczej jego brakiem. Generujemy popyt na sztuczność, obłudę i kult głupoty. Trujemy się żywnością, by być tym zdrowym. Czerpiemy z głupoty innych, by być tym mądrym. Czynimy zło, by w oczach innych być tym dobrym. Tylko harmonijny rozwój sfery wewnętrznej i zewnętrznej pozwala na osiągnięcie lepszego ja. Twardy i świadomy charakter pozwala na sukcesy w treningu i profilaktyce zdrowotnej. Zdrowe i piękne ciało to łatwiejsza ścieżka w rozwoju osobowości. Pewność siebie, przychylność otoczenia i komfort własnego ciała. Praca nad wszystkimi aspektami naszego życia to gwarancja naszej lepszej wersji dla innych i przede wszystkim dla nas samych. Będąc szczerym wobec siebie, możemy bez hipokryzji wymagać tego od otoczenia.
Pokusiłem się nieco o filozoficzne wywody. Takie subiektywne spojrzenie na osobowościowe trendy. Poruszyłem prawdopodobnie oczywiste, lub blednę (każdy ma swoje zdanie) stwierdzenia. Trudno się nie zdenerwować, gdy ludzie mówią jedno i robią drugie. Kłamstwo bez mrugnięcia okiem i kilka wersji prawdy przyprawia o wściekłość. Człowieku, ogarnij się, bądź sobą!
Pokusiłem się nieco o filozoficzne wywody. Takie subiektywne spojrzenie na osobowościowe trendy. Poruszyłem prawdopodobnie oczywiste, lub blednę (każdy ma swoje zdanie) stwierdzenia. Trudno się nie zdenerwować, gdy ludzie mówią jedno i robią drugie. Kłamstwo bez mrugnięcia okiem i kilka wersji prawdy przyprawia o wściekłość. Człowieku, ogarnij się, bądź sobą!
sobota, 7 czerwca 2014
Spartan Race w Polsce!!!
Nadeszła wiekopomna chwila. Po raz pierwszy w Polsce odbędzie się Spartan Race. 30 sierpnia do Krynicy Zdrój przybędą rzesze spragnionych prawdziwych wyzwań. Wyścig z przeszkodami wymagający wytrwałości i charakteru nadciąga. Jego dokładniejszy opis przedstawiałem w jednym z moich starszych postów (http://sportstajler.blogspot.com/2013/09/normal-0-21-false-false-false-pl-x-none.html). Będzie to wyścig typu Spartan Sprint, czyli 5 km i 15 przeszkód. Najkrótsza z możliwych opcji, to dobry początek na sprawdzenie swoich możliwości. Ja szczerze mówiąc nie wierzyłem, ze impreza się odbędzie i w tym roku zaniedbałem swoje treningi biegowe. Jednakże wierzę w swoją formę i dwu miesięczny okres przygotowawczy do zawodów. Byle by tylko sprawy nie powiązane z formą się ułożyły. Zapisu do wyścigu można dokonać na oficjalnej stronie do której podaję link: http://spartanrace.pl/wyscigach/krynica-spartan-sprint-30-8-2014 . Jako przedsmak tego, czego można się spodziewać w Krynicy podrzuciłem kilka fotek z podobnych imprez.
Mam nadzieję, że zarówno ja, jak i Ty czytelniku zmotywujemy się do wzięcia udziału. Już mi się zaświeciła kontrolka WYZWANIE.
piątek, 30 maja 2014
Sportowo-dietetyczne odchyły od zdrowego rozsądku
Zdrowy styl życia jest kwestią wyboru. Jedni przywiązują ogromną wagę do diety i treningu, inni natomiast wybierają luźniejszy stosunek w tej kwestii. Ja zawsze widzę siebie pomiędzy tymi widełkami stylu życia. Jest jeszcze jedna grupa osób, której nie sposób uwzględnić w tym podziale. Nazwijmy ich desperatami chcącymi pójść na skróty. Szczupła sylwetka i efektowna muskulatura to nie jest walor uzyskany w 2-3 miesiące. Wyrzeczenia, wysiłek, wytrwałość, pasja i radość to podmioty z którymi należało się codziennie mierzyć. Kim są zatem ci desperaci , którym się spieszy? Najpierw zasłyszałem, a potem zrobiłem przegląd www odnośnie 2 skrajnych metod ku pięknej sylwetce.
Chcę mieć figurę modelki na teraz!!!
- pseudo rozwiązanie to tabletki z główką tasiemca. Młode dziewczyny i kobiety w różnym wieku kupują tabletki, które powodują rozwijanie się w organizmie tasiemca. Nasz ,,przyjaciel" karmi się naszym kosztem, więc niski napływ kalorii murowany. Pozwala to na większą wolność żywieniową. Poza tym, że w naszym układzie pokarmowym rośnie robal, zdawało by się, że rozwiązanie ma same plusy. Jest jednak pewien haczyk. Obecność gościa w naszym ciele grozi tasiemczycą, która poza wieloma nieprzyjemnymi powikłaniami może doprowadzić do śmierci. Metoda niezwykle popularna wśród gwiazdeczek Hollywood. Odrobina rozsądku w żywieniu i ruch to chyba lepsza opcja.
Chcę mieć muskulaturę kulturysty na teraz!!!
- pseudo rozwiązanie to pasza dla świń. Kto może pochwalić się tak szybkim i okazałym przyrostem masy mięśniowej jak nie nasze poczciwe prosiaki. Po co kupować 2 kilogramy drogiego białka serwatkowego, skoro można mieć 20 kilogramów paszy czyniącej cuda. Na pierwszy rzut oka ludzie różnią się nieco od świń. Organizmy obu gatunków, również funkcjonują nieco inaczej. Stosując tę metodę możemy jedynie przytyć, przeciążyć żołądek i zaburzyć funkcjonowanie układu trawiennego. Jak można wyczytać na forach to pasza różni się w smaku od klasycznego białka truskawkowego. Zamiast 3 piw kupcie piersi z kurczaka i zróbcie kotlety. Na siłownię też nie zawadzi się wybrać.
Mam nadzieję, że nikt z czytelników nie szuka teraz na allegro tabletek z tasiemcem, czy paszy dla świń. Napisałem ten post w charakterze przestrogi i zabawnej odskoczni od porad i planów treningowych. Jeśli przeszkodziłem tematyką w kolacji to przepraszam. Wygląd nie stanowi o wartości człowieka, ale warto dbać o nasze boskie dary, by nam dobrze służyły. Bez chodzenia na niebezpieczne skróty. .
Chcę mieć figurę modelki na teraz!!!
- pseudo rozwiązanie to tabletki z główką tasiemca. Młode dziewczyny i kobiety w różnym wieku kupują tabletki, które powodują rozwijanie się w organizmie tasiemca. Nasz ,,przyjaciel" karmi się naszym kosztem, więc niski napływ kalorii murowany. Pozwala to na większą wolność żywieniową. Poza tym, że w naszym układzie pokarmowym rośnie robal, zdawało by się, że rozwiązanie ma same plusy. Jest jednak pewien haczyk. Obecność gościa w naszym ciele grozi tasiemczycą, która poza wieloma nieprzyjemnymi powikłaniami może doprowadzić do śmierci. Metoda niezwykle popularna wśród gwiazdeczek Hollywood. Odrobina rozsądku w żywieniu i ruch to chyba lepsza opcja.
Chcę mieć muskulaturę kulturysty na teraz!!!
- pseudo rozwiązanie to pasza dla świń. Kto może pochwalić się tak szybkim i okazałym przyrostem masy mięśniowej jak nie nasze poczciwe prosiaki. Po co kupować 2 kilogramy drogiego białka serwatkowego, skoro można mieć 20 kilogramów paszy czyniącej cuda. Na pierwszy rzut oka ludzie różnią się nieco od świń. Organizmy obu gatunków, również funkcjonują nieco inaczej. Stosując tę metodę możemy jedynie przytyć, przeciążyć żołądek i zaburzyć funkcjonowanie układu trawiennego. Jak można wyczytać na forach to pasza różni się w smaku od klasycznego białka truskawkowego. Zamiast 3 piw kupcie piersi z kurczaka i zróbcie kotlety. Na siłownię też nie zawadzi się wybrać.
czwartek, 22 maja 2014
Oni wciąż biegają...
Świat musi wyglądać nieco dziwnie dla osób stroniących od sportu.
Mijając pobliski park widać grono osób biegających po wytyczonych ścieżkach. Tacy to chyba się w domu nudzą, albo obżerają i potem chcą to spalić. Słuchawki na uszach, odcięci od rzeczywistości truchtają przed siebie, spoglądając sporadycznie na zegarek.
Idąc rano do pracy widać przez okna klubu fitness trenujących ludzi. Kto normalny podnosi ciężary, lub skacze na piłce fitball o 7:00.
Znowu narzeka, że w pracy było ciężko. Marzy tylko o kąpieli i kolacji. 2 godziny później ubiera się i idzie na siłownie. Uśmiechnięty i pełen energii jakby miał dziś wolne.
Piłka nożna to sport, który często emitowany jest w środy pod szyldem Ligi Mistrzów, bo przecież w to się nie gra. Pan od WF-u kiedyś dawał piłkę żebyśmy sobie pokopali, ale nie w tym wieku.
Do takich refleksji zachęcił mnie prze ciekawy kawałem Ten Typ Mesa pt. Oni wciąż biegają. Co prawda Mes nie przypomina typowego pana z brzuszkiem, który śmieje się z tych marnujących czas na głupoty. Może natomiast faktycznie taki zatłoczony park od biegaczy skupionych tylko na bieganiu, wygląda nieco zabawnie. Największy uśmiech na 100% mają Ci, którzy wrócą do domu po udanym treningu. Sport to narkotyk, który w odpowiednich dawkach wprowadza w stan euforii. Kto nie spróbuje, ten się nie przekona!
Subskrybuj:
Posty (Atom)








